Daniel Pittet: Modlę się za pedofilów

- Postanowiłem, że aż do śmierci będę modlił się za wszystkich pedofilów świata, bo nie wiedzą jakiego zła się dopuszczają - mówi w rozmowie z KAI Daniel Pittet, ofiara księdza pedofila, któremu przebaczył.

Jest on autorem książki „Ojcze, przebaczam ci”, która właśnie ukazała się na polskim rynku księgarskim.

„Dziś wiemy, że do 80 proc. gwałtów na świecie dochodzi w rodzinie, do 19 proc. w ramach spędzania wolnego czasu, np. na zajęciach sportowych, a do 1 proc. - to bardzo niewiele! - w Kościele, zresztą ze strony nie tylko duchownych, ale i świeckich pracowników kościelnych” - dodaje.

A oto tekst wywiadu:

Paweł Bieliński (KAI): Jak dziecko może wytrzymać ponad 200 gwałtów?

Daniel Pittet: - Gwałcił mnie zakonnik, ale równie dobrze mógł to być mój wujek, ktokolwiek. Dziś wiemy, że do 80 proc. gwałtów na świecie dochodzi w rodzinie, do 19 proc. w ramach spędzania wolnego czasu, np. na zajęciach sportowych, a do 1 proc. - to bardzo niewiele! - w Kościele, zresztą ze strony nie tylko duchownych, ale i świeckich pracowników kościelnych.

Kiedy jest się zgwałconym jeden raz, jest to o ten jeden raz za dużo. Jest się złamanym aż do śmierci. Nic się na to nie poradzi. Ale gdy jest się gwałconym tyle razy... W dodatku ten ksiądz robił zdjęcia pornograficzne. Sam te fotografie wywoływał, a ja stałem obok i na to patrzyłem. Byłem złamany, ale w końcu zobojętniałem.

Nie miałem możliwości reagowania, bo ten zakonnik mnie utrzymywał, płacił za moje rozrywki, wyjazdy na obozy, na przykład powołaniowe. Bywałem u niego. W klasztorze musieli wiedzieć, że był gwałcicielem. Natomiast zwykli ludzie mówili, że jestem biednym, zalęknionym, chorym chłopcem, którym ksiądz się zajmuje. Nikt z nich by mi nie uwierzył, gdybym powiedział przez co przechodziłem.

W szkole miałem coraz gorsze oceny. Uznano jednak, że to z powodu śmierci mojej babci, która się mną opiekowała, więc mam prawo być zagubiony. Posłano mnie nawet do psychiatry. Ale nikt nigdy mnie o „to” nie pytał. Nigdy więc nikomu o „tym” nie powiedziałem. Wyjątkiem była siostra mojej babci, przełożona generalna Sióstr św. Pawła, która widząc mój dzienniczek, zapytała mnie, co robię w środy, soboty i niedziele. Odpowiedziałem, że chodzę do ojca Joëla Allaza. Zdecydowała: „Więcej do niego nie pójdziesz”. Gdy mu to powiedziałem, zgwałcił mnie po raz ostatni i oświadczył, że nie jest już mną zainteresowany.

KAI: Mimo wszystko nie obraził się Pan na Kościół ani nie stracił wiary?

- Większość osób zgwałconych przez duchownych traci wiarę. Już nie potrafią wierzyć. Ci, którzy tak jak ja nadal wierzą w Jezusa Chrystusa należą do rzadkości. Dlatego dużo się za nich modlę. Modlę się też za pedofilów. Bo oni do mnie przychodzą, choć sam nie wiem czemu. Odkryłem, że cierpią bardziej ode mnie. Każdego ranka budzą się z myślą, czy policja już po nich przyszła, czy jeszcze nie. Trzeba o tym mówić.

Najwięcej księży pedofilów jest w zakonach, bo prowadzą szkoły i tworzą zamknięte środowiska. Wiem o tym, bo przez pięć lat sam byłem mnichem benedyktyńskim w Einsiedeln. Każdy chce tam być świętym. A kiedy ktoś ma coś na sumieniu, mówi się: „Ale przecież wygłasza świetne kazania, dobrze pracuje z młodzieżą”. Księża pedofile to najczęściej ludzie dosyć zdolni, mający łatwość przemawiania, tak jak o. Allaz. Kiedy głosił kazanie ludzie płakali. A ja widziałem go nagiego, gdy robił ze mną te wszystkie świństwa. Było jakby dwóch ludzi w jednym człowieku.

Wyleczenie pedofila jest praktycznie niemożliwe. Musi się nim zajmować wyspecjalizowana gałąź psychiatrii. Trzeba go poddać terapii, bo jeśli się tego nie robi, nadal będzie gwałcił. Tu nie ma cudów. To jest poważna choroba. Ale gdy w 1989 roku poinformowałem mojego biskupa o poczynaniach o. Allaza, on tego nie rozumiał. Przekazał sprawę przełożonym zakonu kapucynów, do którego ten ksiądz należał, by się nią zajęli. A oni wysłali go do Francji, gdzie był proboszczem siedmiu parafii. Zgwałcił tam ponad sześćdziesiąt dzieci. Nie potrafił przestać. Nadal by to robił, gdyby nie został zamknięty w klasztorze. Był uzależniony od seksu z dziećmi. W sumie zgwałcił ponad stu chłopców, z których siedmiu popełniło samobójstwo.

Mnie gwałcił przez kilka lat, ale inni duchowni pomogli mi się z tego podnieść. Dostałem życiową szansę. Dziś mogę powiedzieć, że niczego bym nie zmienił w moim życiu. Bo to, co przeżyłem, pozwoliło mi być wolnym, pomimo cierpienia, które pozostanie do końca życia, pomimo kilku depresji, które przeszedłem. A jednak mogłem ożenić się, mieć sześcioro dzieci, a także zrobić wiele rzeczy dla Kościoła. Na przykład udało mi się wydać książkę ze świadectwami osób konsekrowanych, która została wydana w 15 językach, w nakładzie 5 mln egzemplarzy, z których 1,5 mln zostało rozdanych podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Dzięki tej książce spotkałem papieża Franciszka. To on nadał jej tytuł „Aimer, c’est tout donner” (Kochać to oddać wszystko).

Od roku jeżdżę po Europie i widzę, że w każdej rodzinie świata są osoby, które cierpią, bo były zgwałcone. A jako dziecko myślałem, że byłem jedyny na świecie. Teraz wiem, że mam wielu braci i sióstr, którzy dzwonią i piszą do mnie. Powiedzie się w życiu tym spośród nich, którym uda się przebaczyć gwałcicielowi. Bo jeśli nie jesteś w stanie przebaczyć, ciągle o nim myślisz, o tym, jakby go zabić.

Modliłem się dziś przy grobie ks. Jerzego Popiełuszki. Powiedziano mi, że jego matka przebaczyła zabójcom. Dlaczego przebaczyła? Bo to jedyne, co można zrobić, by nie popaść w chorobę. Ta pani była wolna.

KAI: Po latach spotkał się Pan ze swoim oprawcą?

-  Modliłem się za niego, przebaczyłem mu, ale obiecałem sobie, że więcej go nie zobaczę. Jednak kiedy pisałem książkę „Ojcze, przebaczam ci” pomyślałem sobie, dlaczego by nie włączyć do niej jego świadectwa. Chciałem wiedzieć, co ma do powiedzenia. Papież był zbulwersowany, gdy mu o tym powiedziałem. A kiedy przeczytałem świadectwo o. Allaza stwierdziłem, że był człowiekiem uzależnionym, bardziej nieszczęśliwym ode mnie. Dlatego poprosiłem biskupa, żebym mógł się z nim spotkać. Właściwie go nie rozpoznałem, tak bardzo się zmienił. Był tak mały i kruchy, że wystarczyłoby go dotknąć, żeby upadł. Pomogłem mu więc wejść po schodach. Powiedziałem mu: „Od 58 lat modlę się za ciebie i jeśli poprosisz o przebaczenie, spotkamy się kiedyś w raju”. I on zapłakał. Uścisnęliśmy się i wyszedłem. Spotkaliśmy się jeszcze raz po tym, jak napisał do mnie list z przeprosinami. Życzyłem mu wszystkiego najlepszego na resztę dni życia i cała ta historia się dla mnie zakończyła.

KAI: To są refleksje dorosłego człowieka. Ale Pan przebaczył gwałcicielowi już w wieku jedenastu lat. Dlaczego?

- Żeby to zrozumieć, trzeba mieć wiarę. Od małego „przyjaźniłem się” ze św. Teresą od Dzieciątka Jezus. Kiedy byłem gwałcony, dużo płakałem. I modliłem się, by św. Tereska znalazła jakieś wyjście z tej sytuacji, bo sam nie wiedziałem jak to zrobić. Ale odpowiedź nie nadeszła w ciągu paru dni. Ojciec Allaz nie zginął w wypadku samochodowym... To trwało cztery lata aż do czasu, gdy miałem dwanaście lat. Ale cały czas się modliłem. Codziennie uczestniczyłem we Mszy, byłem ministrantem.

Kiedy miałem jedenaście lat, zrozumiałem, że on jest chory. A chorym trzeba się zajmować, trzeba mu pomagać, trzeba mu wybaczać. Byłem zdezorientowany, bo bardzo lubiłem tego zakonnika, byłem poruszony jego kazaniami (do dziś ludzie wspominają, że był nadzwyczajnym księdzem!). Ale on nie żył zgodnie z tym, co mówił. Co za drań! Tak pięknie mówił o Najświętszej Dziewicy, a potem co ze mną robił w zakrystii? Byłem pewny, że Matka Boża mnie któregoś dnia uratuje, choć nie znałem dnia ani godziny.

KAI: Dlaczego ofiary dopiero po latach postanawiają mówić o tym, co je spotkało?

- Zazwyczaj o tym nie mówią aż do śmierci, bo to coś bardzo intymnego. Bywa, że po latach decydują się ujawnić to, co przeżyły, bo nie mogą już tego same dłużej znieść. W moim przypadku po dwudziestu latach psychoterapii, tytanicznej pracy, w której wszystko zostało wyjaśnione, ten rozdział mojego życia został zamknięty i mogę o nim otwarcie mówić. Ale to wielka rzadkość.

KAI: Papież Franciszek próbuje wykorzenić ukrywanie przypadków pedofilii w Kościele.

- Papież Franciszek robi co może, ale więcej zrobił Benedykt XVI, który wprowadził normy prawne przeciwko pedofilii. Dla Kościoła znacznie lepiej byłoby raz na zawsze zrobić z tym porządek, niż mówić: „Nie wiedzieliśmy”, „Nie widzieliśmy”, „Poczekajmy”. W Stanach Zjednoczonych Kościół chował głowę w piasek, aż dostał manto. Musiał wydać setki milionów dolarów na odszkodowania, płacąc za ten kolosalny błąd. Jeśli Europa - Francja, Niemcy, Polska - popełni ten sam błąd, za parę lat bardzo na tym straci. Absolutnie trzeba uznać ofiary pedofilii duchownych. To nic nie kosztuje!

Smutne jest to, że Kościół zbiera razy za pedofilię, choć dotyczy go tylko jeden procent przypadków. Są miliony ludzi zgwałconych w dzieciństwie, ale nie przez księży, tylko przez członków rodziny. Tak jest wszędzie, także w Polsce. Dlaczego więc Kościół się wstydzi o tym mówić?

W Szwajcarii nowy przewodniczący konferencji episkopatu bp Charles Morerod postanowił z tym skończyć. W każdej części kraju ustanowiono komisje. Ogłoszono w prasie, że mogą się do nich zgłaszać osoby zgwałcone przez księży i osoby konsekrowane. Niewiele osób się ujawniło. Za parę lat sprawa zostanie zamknięta i Kościół nie będzie dłużej celem ataków. Większość księży i zakonników ma już tego dość, bo są uczciwi, ale wytyka się ich palcami na ulicy i patrzy na nich podejrzliwie. Nie można robić z nich ofiar. W mojej diecezji na 400 księży jest czterech, o których wiadomo, że są pedofilami. A ciągle się słyszy slogan, że „wszyscy księża to pedofile”.

Mam nadzieję, że pedofile nie będą wstępować do seminariów duchownych, wiedząc, że Kościół już nie broni takich księży. Bezpieczniej będzie być pedofilem w życiu świeckim.

KAI: Kilkakrotnie spotykał Pan papieża Jana Pawła II. Czy rozmawiał Pan z nim o tym, że był gwałcony przez zakonnika?

- Jeden raz, gdy papież był w Einsiedeln [w 1984 roku - KAI]. Zamknął oczy, opuścił ręce i staliśmy tak w milczeniu. Janowi Pawłowi II nie mówiono prawdy, na przykład o seksualnych wyczynach o. Marciala Maciela, założyciela Legionu Chrystusa. Gdy Benedykt XVI został papieżem natychmiast go usunął. Legioniści Chrystusa są wspaniali, charyzmatyczni, tego nie neguję, ale kierował nimi ktoś zepsuty.

Papież Franciszek, kiedy mu powiedziałem, że przez cztery lata gwałcił mnie duchowny, przytulił mnie i tak płakał, że miałem mokrą koszulę. To on zachęcił mnie, żebym napisał książkę. Przed publikacją wysłałem ją do Watykanu, ale nie dotarła do papieża, bo ktoś ją wyrzucił do kosza. Poleciałem do Rzymu. W Domu św. Marty nie chciano mnie dopuścić do papieża, ale akurat wychodził z windy. Poprosiłem, żeby podpisał wstęp do książki, napisany w duchu tego, co mówił o pedofilii. Następnego dnia otrzymałem wstęp z kilkoma drobnymi poprawkami i podpisem papieża.

KAI: Czy te zmiany w podejściu do problemu pedofilii i jej ofiar, które dokonują się w Kościele, będą - Pana zdaniem - trwałe?

- Papież Franciszek to nie Jan XXIII. Kolejni papieże mają w Kościele coraz mniejszą siłę przebicia. Podobnie jest z kardynałami, z prymasami. Inni biskupi mówią im: „Gadaj zdrów, kolego” i robią, co uważają za słuszne.

Problem polega na tym, że papież chce coś zmienić, daje przykład, choćby podpisując wstęp do mojej książki czy przenosząc o. Allaza do stanu świeckiego. Ale to nie papież, tylko lokalny biskup zajmuje się zgłoszonym przypadkiem pedofilii duchownego. Powinien mu powiedzieć: zabieraj swoje rzeczy, masz spotkanie z psychiatrą itd. Ale nie zawsze to robi, bo na przykład są przyjaciółmi albo uważa, że to były tylko „błędy młodości”. Nie można próbować kryć pedofila, bo wówczas będą następne ofiary. Moim zdaniem ksiądz pedofil powinien być natychmiast przenoszony do stanu świeckiego. Choć dalej będzie krzywdził, to już nie jako duchowny.

Postanowiłem, że aż do śmierci będę modlił się za wszystkich pedofilów świata. To moje zadanie. Co dzień odmawiam różaniec za wszystkich gwałcicieli dzieci, bo nie wiedzą, jakiego zła się dopuszczają. Nie wiedzą!

***

Książka Daniela Pitteta "Ojcze, przebaczam ci" (w tłumaczeniu Agnieszki Rasińskiej-Bóbr) ukazuje się właśnie nakładem wydawnictwa Znak.

Rozmawiał Paweł Bieliński / Warszawa

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama